platforma blogowa portalu głos koszaliński

Mocno czekoladowy kęs

Na imprezie podczas której goście nie siedzą grzecznie przy stole nie sprawdzają się wymyślne desery, torty i ciasta. Najlepsze są maleńkie słodkie kąski, które można zjeść na jeden raz.

Sprawdzi się dobre ciasto z gatunku niebrudzących rąk, pokrojone na zgrabne małe kawałki. Dobre będą małe ciasteczka kruche.

Jeśli jednak chcemy naprawdę zaskoczyć gości zróbmy domowe trufle lub pyszną czekoladę z owocami. Taka czekolada to świetny pomysł na wykorzystanie bakalii. Zasada jest prosta – taka sama ilość czekolady (mlecznej lub deserowej) łączymy z dodatkami, czyli bakaliami i pokruszonymi ciasteczkami (mogą być herbatniki, albo ameretti, czyli ciasteczka migdałowe).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krok pierwszy to przygotowanie bakalii – morele, figi, czy daktyle kroimy w kostkę, małe rodzynki, żurawiny możemy zostawić w całości. Zalewamy ciepłą woda by namokły. Jeśli nasze czekoladki jeść będą tylko osoby dorosłe możemy do wody dodać alkoholu.

Czekoladę rozpuszczamy w misce umieszczonej nad parującą wodą. Na jedna tabliczkę czekolady dajemy dwie łyżki mleka lub śmietanki. Czekoladę łączymy z pokruszonymi ciasteczkami i odciśniętymi bakaliami.

Z masy lepimy czekoladki, albo wykładamy masę do blaszki, by potem po zastygnięciu pokroić całość na zgrabne kawałki.

Całość odstawiamy w chłodne miejsce co najmniej na dwie, trzy godziny.

Składniki:

- 2 tabliczki czekolady (lubię łączyć mleczna z gorzką)

- 50 gram serka mascarpone

- 1/3 szklanki kakao lub starta na tarce czekolady deserowej

- łyżeczka mocnego alkoholu (świetny będzie rum, winiak, albo likier kawowy)

- 3 łyżki mleka lub śmietanki

Rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej. Następnie ostudzić. Ucieramy mascarpone z cukrem na krem, dodając po łyżce ostudzonej, ale płynnej czekolady. Wlewamy alkohol, energicznie mieszamy. Masę schłodzimy w lodówce (nie za długo).

Z zimnej masy formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego. Obtaczamy je w kakao lub startej na drobnej tarce czekoladzie.

Uformowane trufle układamy pojedynczo w papierowych foremkach.

Smak takich trufli można modyfikować np. dodając kawę rozpuszczalną do masy, albo bardzo drobno posiekane bakalie, czy orzechy.

Trufle można też oblać rozpuszczona czekoladą.

 

Blog REAKTYWACJA i pyszne kruche ciasteczka

Przez całe miesiące milczałam blogowo. I pewnie kosztowało mnie to wszystkich moich czytelników. Cóż, mogłabym się tłumaczyć, ale… powiem tylko tyle: przepraszam i obiecuję poprawę.

Na dobry nowy początek…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uwielbiam foremki do wycinania ciastek. Mam ich wielkie pudło. Ale i tak nie mogę się oprzeć nowym. Ostatnio w prezencie dostałam komplet maleńkich foremek – ot takich na jeden słodki kęs. Nowe foremki to świetny pomysł by wykorzystać nowy przepis.

Postanowiłam zrobić maleńkie, kruche maślane ciasteczka bez zbędnych dodatków.

Składniki:

- 175 gram zimnego masła

- 100 gram cukru pudru

- 250 gram pszennej mąki

- łyżka kwaśnej śmietany

- szczypta soli

- ewentualnie nieco cukru waniliowego

Składniki powinny być zimne, dzięki temu ciasteczka będą wyjątkowo kruche. Ze wszystkich składników szybko zagniatamy ciasto.

Jeśli chcemy dodatkowo urozmaicić smak ciasteczek to możemy do ciasta dodać łyżkę sezamu, maku, drobno posiekanych orzechów, albo startą skórkę z cytryny lub pomarańczy. Świetna będzie też drobno posiekana żurawina.

Można zrobić inaczej – ciasteczka posmarować rozmąconym białkiem i posypać, makiem, albo sezamem.

Ciasto powinno spędzić dwa kwadranse w lodówce. Potem partiami wałkujemy je na grubość około pół centymetra i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia – ciasteczka raczej nie rosną więc wystarcza między nimi niewielkie przerwy. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika (temperatura około 160 – 170 stopni Celsjusza). Pieczemy około 8 – 10 minut. Powinny się lekko zrumienić.

Studzimy i pakujemy do szczelnego słoja albo puszki. Takie ciasteczka można przechowywać nawet kilkanaście dni, ale to tylko teoria, bo w praktyce znikają w ekspresowym tempie.

 

 

Nie tylko dla początkujących

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Książki kucharskie uwielbiam – jestem szczęśliwą posiadaczką całkiem pokaźnej kolekcji. Na księgarskich półkach pojawiła się nowa książka kulinarna Jamiego Olivera “Każdy może gotować”. Nic dziwnego, że i po tą pozycję szybko sięgnęłam. Pierwsze moje wrażenie? Rozczarowanie. Choć przekartkowałam całość mój wzrok nie zatrzymał się na żadnym z dań na dłużej.

Dopiero kiedy przeczytałam wstęp zrozumiałam idee jaka stoi za tą pozycją. To książka dla tych, którzy nie gotowali, ale chcą zacząć. Autor postanowił nauczyć ich podstaw przygotowywania dań i łącznia składników. I przyznaję, że zrobił to świetnie.

Dla kogoś kto z kuchni porusza się po omacku to świetna lektura. Nauczy się podstaw – np. jak przygotować zwyczajny ryż, a potem dodać mu charakteru. Pozna sprawdzone sposoby na popularne dania. Dowie się jak ulepszać proste receptury. Nabierze odwagi do własnych eksperymentów.

Przeglądając po raz drugi książkę (a może lepszym słowem byłoby – podręcznik) zaznaczyłam kilka receptur. Już wypróbowałam tratę z ciasta francuskiego z bananami (całkiem niezła), zrobiłam klopsa (rewelacja), mam na oku zupę kalafiorową.

Masz ochotę na nowa książkę Jamiego Olivera?
  

Polećcie mi jakiś przepis Jamiego, który dla mnie szczerze mówiąc jest wielkim znakiem zapytania (nie posiadam kanału Kuchnia TV) - wypróbowany przez Was, może zmodyfikowany na polską modłę.

Dwie osoby nagrodzę książkami Oliviera!

Maile ślijcie na adres: joanna.boron@mediaregionalne.pl

 

 

Drożdżowe – bez wyrabiania!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pani Zofia w liście (takim całkiem tradycyjnym, przyniesionym przez listonosza) pisze: “Ostatnio krąży po Słupsku wśród moich znajomych receptura na wspaniałe ciasto drożdżowe. Człowiek się przy nim nie narobi a efekt jest wspaniały.”

Sprawdziłam. Ciasto wychodzi. Zawsze i wszystkim (sprawdzone na kilku osobach ze zdiagnozowanym brakiem talentu kulinarnego). Pracy przy nim niewiele. Jest świetną bazą. Dobrze smakuje z suszonymi owocami, z kruszonką, czy z sezonowymi owocami.

 

Pani Zofia przestrzega – ciasto wyjdzie o ile dokładnie będziemy przestrzegać procedury jego robienia. Na szczęście ta jest banalnie prosta. Składniki trzeba w określonej kolejności wrzucić do miski i poczekać godzinę. Potem ciasto wymieszać, wyłożyć na blachę i upiec. Ot i wszystko!

Składniki na dużą blachę:

 100 gramowego opakowania drożdży

 3/4 szklanki cukru (można dać całą)

 4 jajka

 3/4 szklanki ciepłego mleka

 3/4 szklanki oliwy

 4 szklanki mąki

Do miski wkładamy drobno pokruszone drożdże. Na nie wylewamy jajka zmiksowane z cukrem. Potem mleko olej i mąkę – bardzo ważne jest to by mąka była przesiana przez sito co ją napowietrzy.

Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na godzinę. Potem energicznie mieszamy tak by składniki się połączyły. Przekładamy do wysmarowanej masłem blachy i wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 30 minut w temperaturze 170- 180 stopni.

W ten sposób mamy bazę. Możemy z niej upiec ciasto bez dodatków np. w długiej keksówce (albo dwóch). Możemy jego smak wzbogacić skórką pomarańczową i bakaliami (spróbujcie dodać drobno pokrojone żurawiny i morele). Takie ciasto można potem podać z masłem i ulubionym dżemem, albo miodem.

Dla wielu jednak prawdziwe ciasto drożdżowe musi zawierać kruszonkę i owoce. Nic prostszego. Kruszonkę robi się prosto: wystarczy wymieszać tyle samo masła i cukru (np. po 50 gram) i dwie części mąki (100 gram). Smak kruszonki można wzbogacić czubata łyżka wiórków kokosowych lub płatków migdałowych.

Korzystając z pory roku warto pod kruszonka ukryć cząstki jabłek, albo gruszek.

Oswajanie soczewicy

Nowych pomysłów szukam przeczesując sieć, albo przeglądając coraz większą kolekcję książek kucharskich. Zdarza się i tak, że pomysły przychodzą same – ot mailem na przykład.

 Od producenta gotowców (jakich domyślicie się czytając przepis) dostałam smakowitego maila z pomysłami na zupy. Ta z soczewicy spodobała mi się wyjątkowo. Tym bardziej, że próbuję oswajać soczewicę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Składniki:

 

Sposób przygotowania:

Zalej soczewicę ciepłą wodą na 30 min, a następnie ugotuj do miękkości w 2 litrach wody z dodatkiem kostek Rosołu wołowego Knorr oraz obranych jarzyn i czosnku.
Usuń ugotowane jarzyny z wyjątkiem marchwi i czosnku. Odłóż kilka łyżek ugotowanej soczewicy, resztę zupy zmiksuj. Dodaj odłożoną soczewicę i dokładnie wymieszaj.
Dopraw zupę sokiem z cytryny oraz solą i pieprzem. Podawaj z posiekaną natką pietruszki oraz pokruszonym serem feta. Doprawić do smaku.

 

A jakie Wy macie pomysły na soczewicę?

 

Gnocchi przez przypadek marchewkowe

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lubię kopytka, leniwe i włoskie gnocchi. Dla mnie ziemniaki istnieją po to tylko by przybierać postać tych delikatnych kluseczek i nadzienia do ruskich pierogów.

Pomysł na pomarańczowe gnocchi jest dziełem przypadku. Miałam ochotę wielka na kluseczki. Nie miałam za to dość ziemniaków i chęci by się po nie udać. Dorzuciłam wiec do ich gotowania marchewkę. Ot i cała tajemnica.

Składniki na porcje dla dwojga

½ kilograma ziemniaków

około 100 gram marchewki

180 – 200 gram maki pszennej

jajko

sól i pieprz do smaku

 Ziemniaki i marchewkę myjemy, ale nie obieramy. Gotujemy do miękkości. Studzimy. Idealnych warunkach warzywa gotujemy dzień wcześniej.

Zimne ziemniaki i marchewkę przepuszczamy przez praskę, albo traktujemy ubijakiem. Potrzebujemy masy bez grudek jak na smakowite piure.

 Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy dość miękkie, delikatne ciasto. Doprawiamy solą i odrobiną pieprzu. Wałkujemy wałek o średnicy około 1/5 – 2 centymetrów. Kroimy. Robimy kluseczki przygniatając kawałki ciasta widelcem.

 Gotujemy w garze wrzątku  solą i odrobina oliwy. Powinno nam to zając minutę – dwie. Gdy kluseczki wypłyną na powierzchnię możemy je już wyciągać.

 Świetnie smakują z masłem i parmezanem. Do masła dodać można nieco bazylii, albo szałwi.

 Mogą towarzyszyć na talerzu kawałkowi grillowanej piersi z kurczaka, albo innego mięsa. Charakteru doda im delikatny śmietanowy sos na przykład z kurkami.

 

Borowikowy konkurs rozstrzygnięty!

Dziękuję wszystkim za pomysły na borowika. Ostatecznie zrumieniłam plastry prawdziwka na złoto i zjadłam na kromkach białej bułki posmarowanej masłem.

 

Ale zainspirowana wpisem @joanny o tarcie na francuskim spodzie, przygotowałam tartę z kurkami. To był bardzo udany eksperyment, który jak znajdę chwilę opiszę.

 

Za tą inspiracje postanowiłam przesłać książkę „Przyjmowanie gości” właśnie @joannie.

PS. @joanno prześlij mi proszę adres do wysyłki na maila joanna.boron@gk24.pl

Pomysły na runo leśne: konkurs

Właśnie wróciłam z grzybobrania. Prócz kobiałki kurek znalazłam też jednego, ale za to słusznej postury, prawdziwka.

Na kurki kilka pomysłów już mam, ale co zrobić z jednym borowikiem? Postanowiłam więc ogłosić szybki weekendowy konkurs, oczywiście z nagrodą. Jest nią zabawny poradnik „Przyjmujemy gości, czyli sprawdzone sposoby na przyjęcia doskonałe” od wydawnictwa Zyska i S-ka.

 

 

Autor Biruta Markuza radzi jak podjąć gości weselnych, zorganizować brydżową kolację, czy herbatkę dla pań. To pozycja w stylu retro. Przepisy raczej dla początkujących kucharzy, ale i my hobbyści gotowania możemy ją przeczytać,  i to z uśmiechem na ustach.

 

 

Czekam na Wasze propozycję jakie danie dla dwojga można wyczarować w oparciu o jednego prawdziwka. W poniedziałek rano wybiorę jedną recepturę  i jej autorowi wyślę „Przyjmujemy gości”.

 

Moje najlepsze babeczki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ostatnio dzięki programowi Australijski Mistrz Kuchni (dla zainteresowanych: ten wciągający program o zmaganiach kucharzy oglądać można na antenie BBC Lifestyle) poznałam recepturę na cudowne babeczki maślane. Prosty przepis podstawowy można dowolnie interpretować. Wystarczy mleko zmienić na sok, albo dodać trochę kakao.

Na osiem babeczek potrzebujemy:

100 gram miękkiego masła

185 gram cukru pudru

2 jajka

200 gram mąki pszennej torowej

łyżeczka proszku do pieczenia

125 ml mleka

Masło miksujemy z cukrem na gładki krem. Dodajemy pozostałe składniki. Jeśli dodamy kilka kropli ekstraktu lub aromatu waniliowego otrzymamy ciasto na waniliowe babeczki. Jeśli zamiast mleka dodamy dobry sok pomarańczowy i sok z jednej cytryny oraz trochę cytrynowej skórki uzyskamy niezwykły cytrusowy aromat naszych babeczek. To moje ULUBIONE! Przyznaje – nie upiekłam nigdy lepszych.

Możemy też wykorzystać mleko kokosowe i zastąpić 1/4 mąki wiórkami kokosowymi – efektem będą babeczki kokosowe.

Ciasto przelewamy do foremek wyłożonych papilotami. Pieczemy około 20 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni Celsjusza.

Gotowe babeczki możemy potraktować lekkim lukrem (do cytrusowych taki lukier zrobiony z cukru pudru i soku z cytryny to konieczność), albo czekoladą (mleczna będzie idealnie pasować do tych kokosowych).

W amerykańskim stylu byłoby obłożenie takich babeczek grubą warstwą lukru maślanego. Dla mnie jednak to zdecydowanie za duża porcja cukru.

 

A jak robi się Wasze ulubione babeczki?

 

 

Mało pracy, duży efekt

  

Moja przyjaciółka nie ma kulinarnego talentu (ma za to inne). Czasem jednak stwierdza, że ona musi COŚ zrobić. Zwykle ma związek z robieniem dobrego wrażenia. 

Tak było i tym razem. – Pomóż. Przychodzi kilka osób, w tym taki jeden interesujący osobnik – opowiadała przejęta. – Chcę przygotować do napitków coś niezobowiązującego, ale efektownego. Przecież nie postawię na stole paluszków! 

A co jest złego w paluszkach? W swoim arsenale szybkich, łatwych i efektownych przekąsek mam paluchy z ciasta francuskiego. Chrupiące, mocno serowe, z ziarnami i ziołami. Świetnie sprawdzają się jako gwiazda takich niezobowiązujących spotkań przy drinku, czy kuflu zimnego piwa. Co ważne składniki na nie zwykle mam w zapasie – gotowe francuskie ciasto (nie wstydzę się przyznać, że z niego korzystam), ser, jajka i różne ziarna.

Przygotowania zaczynamy od wymieszania żółtka z łyżeczką soli i przyprawami – może to być pieprz, zioła prowansalskie albo papryka słodka i ostra.

Rozwijamy ciasto i smarujemy żółtkiem z przyprawami. Ciasto będziemy składać na pół wzdłuż szerszego brzegu. Połowę ciasta posypujemy startym serem i ziarnami – jakimi? To zależy tylko od naszej wyobraźni – ja uwielbiam sezam, słonecznik, dynie i mak. Ten ostatni przyznaje, główne ze względu na to, że dobrze wygląda.

Do takich paluchów można też wykorzystać cieniutkie plastry salami, czy oliwek – ważne jest by te dodatki miały się do czego przylepić. Rolę “kleju” spełnia żółtko i ser.

Ciasto składamy na pół i dobrze dociskamy. Kroimy ostrym nożem na centymetrowe paseczki. Każdy taki pasek skręcamy kilka razy i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, pamiętając o tym, że paluchy nieco wyrosną.

Pieczemy w temperaturze około 180 stopni, aż się pięknie zezłocą. Podajemy. Najlepiej smakują jeszcze ciepłe.

Proste? Moim zdaniem tej receptury nie sposób zepsuć.

Lista zakupów

opakowanie gotowego ciasta francuskiego (nie polecam głęboko zamrożonego)

jajko

100 – 150 gram ostrego sera żółtego

ziarna słonecznika

ziarna sezamu

ziarna maku

sól, pieprz, przyprawy